Czytając teksty krytyków z końca XIX i początku XX wieku trzeba naprawdę uważać. Oczywiście byli krytycy którzy pisali bez owijania w bawełnę ale ci najlepsi dawali wyraz swoim odczuciom w bardzo nieraz zawoalowany sposób. Dziś najchętniej wydarłbym połowę stron z mojego doktoratu, bo nie miałbym chyba już siły żeby napisać je na nowo. Teraz czytam w jednym z artykułów o artystach polskich wystawiających w Wiedniu, że autor recenzji Franz Servaes miał „mieszane uczucia” wobec obrazów Jacka Malczewskiego. Można takie wrażenie odnieść z powierzchownej lektury, ale w rzeczywistości jego tekst krytykujący rozmaite strony warsztatu Malczewskiego i Szymanowskiego jest w gruncie rzeczy ich pochwałą, choć to pochwała cedzona przez zęby z niechęcią.I trzeba by zadać pytanie czy Servaes miał mieszane uczucia wobec dzieł Szymanowskiego i Malczewskiego, czy w ogóle wobec samego faktu ich obecności w czołowej instytucji artystycznej Cesarstwa? A jednak musiał stwierdzić, że „W porównaniu z dwoma biegunami, które zadziwiają siłą nowości, mniej wymagający, a zarazem solidniejsi, choć mniej błyskotliwi austriaccy i niemieccy mistrzowie wypadają dość kiepsko.”

